sobota, 30 lipca 2016

Sekret zdrowia i urody-łochynia, włochunia, borówka bagienna.

Tak zawsze mówiła o niej moja prababcia, gdy chodziłam z nią do lasu. Jedz, będziesz zdrowa i piękna bardzo długo. Sama dożyła 94lat, do końca zarządzając gospodarstwem.

Nietypowa jagoda z boru, mniej smaczna niż jej pospolita kuzynka. Bardziej kwaśna, nie brudząca, większa o innym kształcie i innym krzaku. Trzeba myć ją dokładnie przed spożyciem ze względu na nie najzdrowszych sąsiadów. Teraz jest jej pora.



Robię ją w słoiku, tylko z miodem (można z cukrem), surowe zamykając w słoiczki i pasteryzując. Czasem z dodatkiem czerwonej borówki, ale jeszcze nie jej czas. Samo zdrowie!


niedziela, 24 lipca 2016

Szybki tani obiad. Makaron z białym sosem, z maślakami. A'la carbonara z grzybami.

Dziś nie chciało mi się stać nad garami. Resztki z lodówki, makaron i to co rośnie za płotem.


boczek(jaki masz)
maślaki(lub inne grzyby, ja te uwielbiam!)
cebulka(jeśli masz to ze szczypiorem)
gałka muszkatołowa(pięknie podkręca smak)
jogurt naturalny lub śmietana
2 jajka
cos zielonego(szczypior, pietrucha, rukola lub liściowe buraki lub cokolwiek masz)


Boczek zesmażyć, odlać tłuszcz. Dodać cebulkę i maślaki, zesmażyć. Jajka zmieszać ze śmietaną lubb jogurtem, gałką i zielonym, rozwodnić gdyby było za gęste, postawić na ogniu, gdy będzie bardzo ciepłe dodać ugotowany makaron i zostawić chwilę do przegryzienia.
Pyszne😊

czwartek, 21 lipca 2016

Domowa, tania karma dla psów.

By dobrze psy karmić i się nie zrujnować.


Mamy kilka psów, naprawdę dużych a więc i dużo jedzących. Uważam, że gotowe suche i mokre karmy dla psów to jakaś pomyłka, wystarczy spojrzeć na skład. Swoim codziennie gotuję, w wielkim garze wywar na mięsie (to co za parę groszy można dostać w każdym mięsnym, korpusy, szyjki, skórki, łój, kości, itd), dodaję kaszę (jęczmienną drobną lub pęczak, można np ryż, moje gryki nie lubią), warzywne resztki (marchew, buraczki z przerywki, itd), gotuję i studzę. W sezonie niesności kur często dodaje jajka, wbite w gotową już karmę. Psy są na tym naprawdę dobrze odżywione i szczęśliwe, co widać po mordkach i błyszczącej sierści.
Zamiast co dzień gotować, można zrobić na zapas, w słoikach, analogicznie. Ale to sprawdza się przy mniejszym psie, inaczej liczba słoików byłaby zawrotna:)

niedziela, 17 lipca 2016

W końcu jakieś grzyby! Pieczarki mrożone, smażone, suszone na zimę.

Zniecierpliwiona przeciągającym się deszczem, w płaszczu przeciwdeszczowym i z wielkim koszem ruszyłam na grzyby. Po drodze do dużego lasu zajrzałam na pieczarki miejsce, 3ha łąki gdzie co roku można je zbierać. Gdy zobaczyłam białe koła rozciągające się po horyzont.. klęknęłam po pierwsze pieczary. Trzy razy wracałam do domu po kosze i wiadra, urodzaj jakich mało! W tej chwili mam ok 40kg przerobionej (!) pieczarki, jutro wybieram się znów. Czyham na kanie, na razie widziałam tylko kilka.
Znów, przetwarzałam wszystko tak, by zaoszczędzić na czasie. Najwięcej pieczarek pokroiłam w paseczki, obrane oczywiście, wrzuciłam na suchą patelnie, posoliłam i odparowałam porządnie wodę. Po ostygnięciu poporcjowałam i zamroziłam na płasko. Analogicznie z najładniejszymi kapeluszami, obrane, posolone, na suchą patelnię, smażyć, raz odwrócić, aż sos z nich odparuje. Też mrożone.
Trzony i najmniejsze pieczarki zamarynowałam w słoikach w najprostszy sposób: szklanka cukru, szklanka octu, trzy szklanki wody. Przyprawy do smaku.
Przy następnym zbiorze na cel idą sałatki pieczarkowe i susz-pieczarki po dobrym ususzeniu i starciu na proszek są idealną bazą do sosów grzybowych, w zastępstwie tych kupowanych chemicznych..

sobota, 16 lipca 2016

Atak w Nicei, zamach stanu w Turcji.. Co robić?

Powtórzę po raz kolejny, zapasy. Przeciw atakującemu terroryście nie pomogą, ale pozwolą przeczekać najgorsze. Nie wieszczę wojny totalnej i tego że jacyś Wybrańcy ocaleją, ale to, że trzeba mieć otwarte oczy. Czy to, co czytacie w dzisiejszych doniesieniach prasowych śniłoby się Wam jeszcze dwa lata temu? Jest coraz gorzej i każdy rozsądny człowiek powinien na to reagować. Dla niezdecydowanych polecam książkę"Oblężone" autor: Olga Bergholc, Lidia Ginzburg i inni. Kobiece spojrzenie na głód zablokowanego Leningradu.


Zapasy i ucieczka są zazwyczaj częścią planu, w zależności od miejsca zamieszkania i poziomu bezpieczeństwa. Ktoś mieszkając w mieście dużych zapasów nie zrobi ale i na to są sposoby, wielokrotnie było to już opisywane na wielu forach, tak jak to co mogą zrobić ludzie mieszkający na terenach wiejskich.


Zapasy dają małą przewagę. Czas, na wyjechanie gdzieś, zaszycie w bezpieczniejszym miejscu. Obejrzyjcie zdjęcia z Turcji, pierwsze co rzuca sie w oczy (oprócz żołnierzy, policji i strachu) to tłum ludzi przed bankomatami, drugie-w sklepach. Każdy pomyślał o tym samym, zrobił się chaos, kolejki. A gdyby ten stan potrwał dłużej? Co by się stało?


Nic oczywiście nie da całkowitej przewagi. Ale według mnie warto się starać, a nie czekać bezczynnie i nie myśleć o zagrożeniu.

niedziela, 10 lipca 2016

Wilgotna Matka Ziemia

Kluczem do urodzaju jest żywa ziemia. Przerobiona, żyjąca, z miejscowymi mikroorganizmami. Ziemia, w której wszystko chce rosnąć, łącznie z chwastami (które, jako umniejszające możliwe plony) regularnie usuwamy. Bez chemii, bez oprysków, bez sztucznych nawozów (tak jak człowiek-żyjąc na sztucznych witaminach, syntetycznych odżywkach, bez prawdziwego jedzenia-jak by wyglądał i jak długo pożył?). Z szeregów procesów zachodzących dzięki owadom, gnoju, ciepła, wody.. Pulchna, nie zbita.
Byłam niedawno w wielkim mieście. Ruch, smród spalin, pośpiech, stres na twarzach ludzi. I ta biedna ziemia, ściśnięta betonem, zalana asfaltem, zasypana korą lub żwirkiem. Pola podmiejskie czyściutkie, bez jednego jedynego chwasta czy owada. Można i tak, czasem jest to smutną koniecznością. Jednak smutną.


Odnoszę to też zawsze do uprawy w doniczkach. Jak mają być piękne, dorodne, długowieczne i nie chorujące, jeśli rosną w "ziemi kompostowej" z ścieków komunalnych a do jedzenia dostają chemiczny koktajl lub pałeczkę mocy? Jasne, przez lata sztucznych upraw uodporniły się, przystosował.. Lecz jakaś pamięć w nich pozostaje. Oczywiście, ziemia z kretowiska z łąki też nie jest tu dobrym rozwiązaniem. Trzeba poznać miejsce, z którego dana roślina pochodzi, jej naturalne stanowiska.. Nawóz jest jeden uniwersalny, według mnie oczywiście. Koński obornik, sezonowany lub "rozpuszczony" w wodzie. Rośnie na nim wszystko, nic nie grymasi.


Oczywiście, to tylko moje luźne przemyślenia. Daleko mi do permakulturowców, anastazjowców i tak dalej.. Żyję i myślę rytmem ziemi, wyssanym z mlekiem matki, wiedzą o tej mojej konkretnej ziemi którą jeszcze mój prapradziad orał. Możliwe że w praprababcię;)

wtorek, 5 lipca 2016

Ostatnie truskawki i las

Tak oto zakończył się pierwszy przetworowy etap. Truskawki.. w kompocie własnym, z gorzką czekoladą, trzy razy przesmażane, z czerwoną lub białą porzeczką.. To na dzień dzisiejszy czeka na zniesienie do spiżarni.
Nawet czereśnie kochają truskawki:)

Najprostszy dżem. Zawsze szumuję.


Pojawiają się pierwsze grzyby. Ku naszej rozpaczy zero kurek! Są osaki, podgrzybki, maślaczki.. A kurek nic!

To moja droga na prywatne torfy. Niedługo pokażę Wam jak umieścić go w ogrodzie jadalnym.



To już zdjęcia z dużego lasu. Jak widać, mimo sporadycznych opadów mchy torfowce suche jak pieprz. Widłak jałowcowaty ma się za to doskonale!

Urodzajnego lata wszystkim!