piątek, 27 maja 2016

Widokowki ze wsi.

Nihil novi, czyli to, co codzienne. Gąsiaki przy wodopoju.
Drób.

Gęsia starszyzna.

Pigwa właściwa w końcu zawiązała owoce (cytryna skierniewicka ma ich aż 14, to zasługa pobytu w folii).

Tomatillo Purple ma ciekawe kwiaty.


Moje ukochane dzieciątka :)


Egzotyczne zainteresowania.

Róża cukrowa, niedługo konfitury.

Truskawki jeszcze bez rumieńca.

Papryki rosną w siłę, szalwia muszkatołowa i czarnuszka też.

Cukinie zaczynają kwitnienie.

Czekam na nasionka tej pięknej pani. Niesamowite, co można uzyskać z nich.

Bursztyny wśród ulubieńców. Kurpiowskie złoto leżące po rowach.

Czasu nie ma, więc tylko zdjęcia. Uwielbiam ten czas, sadzenia, pielenia, zbiorów, pierwszego pokosu. Nie perma, nie eko, nie super hiper Urban farming-tak, po wiejsku. Naturalnie, bez chemii, z gnojem i piachem. Nawet storczyki i inne ciekawe rośliny (które są moim tajemnym, paszczackim i absolutnie zbytkowym ale jakże rozkosznym hobby) traktuje jak wieśniak! Bez oprysków, cudownej ziemi i tak dalej. A rosną!

wtorek, 17 maja 2016

Omlet jajeczny z kwiatem chrzanu. Coś nowego na śniadanie, z grządki i grzędy.

Proste lecz ciekawe, wykorzystanie tego co pod ręką by urozmaicić śniadanie.

kwiaty chrzanu (nierozwinięte pąki lub wpół rozwinięte)
jaja, dowolna ilość
ser żółty(opcjonalnie)
boczek (tłusty, w kosteczkę)
zielona cebulka, młoda
sól, pieprz

Boczek porządnie przesmażyć, dodać cebulkę, na sam koniec na chwilkę kwiaty chrzanu (razem z pokrojonymi łodyżkami), ostudzić. Do ubitych jajek dodać starty żółty ser i resztę składników, wrzucić na gorący tłuszcz, ja obsmażam z obu stron. Gotowe.

Kwiaty chrzanu są niezwykłe w smaku, lekko pikantne, chrzanowe, trochę jak musztarda francuska.. Porównuję je zielonych do szparagów lub dzikich brokułów. Zdecydowanie warto je wykorzystywać w kuchni.

niedziela, 1 maja 2016

Jedzenie ze źródła. Świeżość prosto z ogrodu.

Nadszedł w końcu mój ten czas. Chodzę na zakupy do własnego ogródka.  Zbieram zielone, różowe i białe i cieszę się życiem. Cały czas rozmyślam nad magią zamkniętą w tych moich roślinach-cud życia zamknięty w ich komórkach nie zdąży jeszcze ulecieć gdy trafią na mój stół i podam je rodzinie. Więdnięcie? Tylko gdy wody w ogrodzie jest zbyt mało. Szperając w internecie ciągle wpadam na akcje typu 100km-najdłuższa droga, którą może przebyć Twoje jedzenie. Tu często nie ma 10 kroków.







Wszystko kwitnie. Wszystko jest przepełnione mocą życia. Jedliście kiedyś omlet z kwiatami dzikiej gruszy..?






Obfitości!