poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jadalny ogród1

Trzeba przyznać, że żyjemy w "ciekawych" czasach. Niepewność jutra, wyzysk, bariery i ograniczenia to jedne z najczęściej powtarzane z dzisiejszych bolączek. Jak choć trochę zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę? Jak zapewnić jej, podstawowy wydawało by się, komfort żywienia? Jak żywić, by wiedzieć co podajemy naszej rodzinie na stół?


Na przynajmniej jedno z tych pytań mogę odpowiedzieć: jadalny ogród. Nie pozbawiony uroku, równie ozdobny jak klasyczny kwiatowy, pełniący ważną funkcję w domowym budżecie. Chyba każdy z nas chciałby mieć luksusowe konfitury z 100% owoców, wytrawne salsy, sosy do makaronów... za 0 lub prawie 0zł. A to jest możliwe dzięki uprawie warzyw i owoców i nauce przetwórstwa. I nie ma tu wymówki, że miejsca jest za mało czy duża część ziemi jest zakryta np. brukiem. Jak się chce to można wszystko! Doniczki, wiadra, drewniane skrzynki czy nawet rozcięte plastikowe butelki-to wszystko może przybliżyć Cię do darmowego sklepu w Twojej spiżarce.


Trzeba tylko chcieć i wiedzieć jak zacząć.

piątek, 22 stycznia 2016

Pierwsze kiełeczki na półeczki.

Stało się! Pierwsze kiełki ostrych papryczek już na wierzchu! Mimo, że kiełkują przez ok. 2 tygodnie zazwyczaj, u mnie większość odmian (wszystkich ostrych papryczek wysiałam w tym roku ok. 30odmian) uwinęła się w 3-4 dni. Mam na to swój patent. Teraz trzeba przygotować im tymczasowe doświetlanie, by nie wyciągnęły się zbyt w oczekiwaniu na wiosenne słońce.
Mam nadzieję że nowy foliak pozwoli mi uzyskać paprykowo-satysfakcjonujące plony, do tej pory, chili w gruncie nie dojrzewało do końca.


Nadeszła kolej na sałatowe nowalijki! A w tym roku będzie to dosłowny kolorowy zawrót głowy:)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Lucyna Ćwierczakiewiczowa

Moja wzór do naśladowania! XIXwieczna kobieta sukcesu, znająca swoją wartość i bezpardonowa-a jednocześnie prawdziwa bogini ogniska domowego. Nie było dla niej żadnej tajemnicy kuchennej, przepisy miała na wszystko, dosłownie wszystko!


Domowa żelatyna czy własna podpuszczka? Nie ma takiego problemu. Wiedziała, jak zagospodarować przerośnięte sałaty i każdy kawałek mięsa, jakim cudem zrobić amoretki..

Moje marzenie? 365 obiadów, dzień po dniu, wg podręcznika pani Lucyny. Trudne i na pewno nie od razu, ale moim noworocznym postanowieniem jest zagospodarowanie, odnalezienie i zyskanie dostępu do tego wszystkiego, co mieści się w "365 obiadów za 5 zł" i rozpoczęcie kolejnego 1 stycznia od zająca z kompotem z jabłek.

piątek, 8 stycznia 2016

Cykata smażona z dyni

Chciałam zrobić keks. Przepis mam wsiowo-kryzysowy, z czasu braku wszystkiego. Zamiast bakalii, cykata z dyni. Tylko co to jest? Po przewertowaniu kilku książek, paru blogów i wielu przepisów, zrobiłam cykatę. Teraz pora na keks:)
dynia pokrojona w kosteczkę (miałam jeszcze z jesieni, nie znam nazwy odmiany, ale to taka o zwartym, nierozgotowującym się miąższu)
wino (dałam z węgierek, słodkie)
cukier (wagowo tyle, ile dyni)
przyprawy korzenne (dałam akurat anyż i imbir, bo to miałam)
Dynię zalewamy winem z przyprawami. Zostawiamy na dwa dni. Odcedzamy. Cukier zagotowujemy z odrobiną wody, wrzucamy do wrzącego dynię(u mnie z plasterkami z imbiru), smażymy aż zrobi się lekko przezroczysta. W słoiki razem z zalewą, bez pasteryzowania. Ponoć może bardzo długo stać.
Co do imbiru-dostałam od teściowej, przerósł u niej i puścił oka. Największe zasadziłam, ruszyły. Stoją, na mojej ogrodowej szafce przy oknie, razem z batatami, figą i pomidorami. 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Golonka w kiszonej kapuście

Nie ma nic lepszego na duże mrozy! Dość tłuste, kwaśne, jedzone na gorąco z ziemniakami ugotowanymi w niej w całości.
Trzy kilo golonki, 4 kg mocno ukiszonej kapusty, marchew, przyprawy do wywaru.. Razem do gara i na ogień. Gotować długo, mieszając od czasu do czasu-raczej się nie przypala. W trakcie dodać parę suszonych grzybów, przyprawy do smaku. Pod koniec wrzucić obrane ziemniaki, ugotować, ale tak, by były zwarte. Gotowe, gdy golonka się rozpada. Stary, polski przepis.

piątek, 1 stycznia 2016

Buraczkowa/ogórkowa/marchewkowa krajanka

Wiem, że dziś można wszystko kupić. Wiem też, że większość dzisiejszych pań domu nie ma czasu poświęcać na obiad zbyt wielu cennych minut. Od zawsze odbiegałam od tego schematu, po prostu lubię godzinami stać przy garach, mieszać, doprawiać, próbować.
Czemu warto robić samemu przeciery na zupę? Bo, przy własnej uprawie ich koszt może sięgać kilkudziesięciu groszy za kilogram. ( a przy własnych nasionach, które o dziwo nie tak trudno zebrać z tego buraka na przykład, wodzie z własnego ujęcia i słoikach z odzysku może kosztować nas tylko sól i energia przy gotowaniu-energię też można uzerować przy własnej produkcji opału-ja gotuje na płycie opalanej drewnem). Bo w naszych przetworach będzie tylko dane warzywo i sól. I da nam to satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.
a co do samych przecierów do zupy:
buraki/marchew gotujemy delikatnie, tak by troche zmiękły. Obieramy, buraki ścieramy na tarce o grubych oczkach, marchew w kostkę, talarki czy półtalarki. Buraki solimy porządnie, upychamy sztywno w słoikach. Do marchwi robimy zalewę: na 1l wody dajemy 1dag soli i 2 dag cukru), taką samą jak do "konserwowego" zielonego groszku. Ja wcześnie pasteryzowałam trzykrotnie, po pół godziny, w odstępach 24godzinnych.
Przecier ogórkowy do zupy to ogórkowe pozostałości po kiszonych czy małosolnych, starte na tarce o grubych oczkach, do słoików z odrobiną wody. Można spasteryzować jak powyższe, ale nawet te wypukłe, mocno ukiszone są dobre (no chyba że zaczęło się gnicie, czy brzydko pachnie to absolutnie nie używamy).