poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Uprawa pomidorów, moja tajemnica urodzaju.

Nie znam osoby, która nie lubiłaby pomidorów. My jemy je na surowo koszami, ale tylko w sezonie. Po sezonie zostają słoiki pełne pachnącego dobra. Sklepowe, z samej racji swego bytu odpadają, choć czasem można kupić takie o możliwej jakości.
Zawsze, gdy tylko mam taką okazję, namawiam do prowadzenia ogrodu kuchennego, nawet w najmniejszej skali, zwłaszcza do uprawy moich ulubieńców. Często spotykam się też z opinią, że pomidory udają się tylko pod folią. To nie prawda! Pomidory z pod folii są tylko wcześniejsze i nieco lepiej chronione przed zarazą ziemniaczaną, smak często jest lepszy u gruntowych.
Siewy rozpoczynam w lutym, tych pod folię. Pomidory gruntowe wysiewam w połowie marca.
Kluczem, wg mnie, do uzyskania bardzo dobrych plonów, oprócz nawożenia, jest pozostawienie pomidorów w całkowitym spokoju aż do wiązania pierwszych gron. Wcześniejszą pielęgnację ograniczam do obrywania wilków, odchwaszczania i podlewania, ew zabezpieczania przed położeniem na ziemi. Palikuję je po pierwszych owocach, jakiś czas później(ok tygodnia) delikatnie obrywam trochę liści dla prześwietlenia, tydzień później jeszcze trochę. Gdy grona są dobrze wykształcone, pomidorów dużo ale jeszcze twarde i zielone, od dołu czyszczę je całkowicie z liści, zostawiając trochę u góry, ale tak by nie cieniowały owoców. Ten sposób gwarantuje mi plony.

tak wygląda grządka zostawiona samej sobie przy kwitnieniu
a to już skutki







Zauważyłam też dużą zależność w pokroju krzaka i owocowaniu w zależności od tego gdzie rośnie i kiedy byl wysadzony (a do obserwacji miałam 6róznych grządek, o każdą dbałam inaczej) ale to temat na następny post.

2 komentarze: