niedziela, 10 lipca 2016

Wilgotna Matka Ziemia

Kluczem do urodzaju jest żywa ziemia. Przerobiona, żyjąca, z miejscowymi mikroorganizmami. Ziemia, w której wszystko chce rosnąć, łącznie z chwastami (które, jako umniejszające możliwe plony) regularnie usuwamy. Bez chemii, bez oprysków, bez sztucznych nawozów (tak jak człowiek-żyjąc na sztucznych witaminach, syntetycznych odżywkach, bez prawdziwego jedzenia-jak by wyglądał i jak długo pożył?). Z szeregów procesów zachodzących dzięki owadom, gnoju, ciepła, wody.. Pulchna, nie zbita.
Byłam niedawno w wielkim mieście. Ruch, smród spalin, pośpiech, stres na twarzach ludzi. I ta biedna ziemia, ściśnięta betonem, zalana asfaltem, zasypana korą lub żwirkiem. Pola podmiejskie czyściutkie, bez jednego jedynego chwasta czy owada. Można i tak, czasem jest to smutną koniecznością. Jednak smutną.


Odnoszę to też zawsze do uprawy w doniczkach. Jak mają być piękne, dorodne, długowieczne i nie chorujące, jeśli rosną w "ziemi kompostowej" z ścieków komunalnych a do jedzenia dostają chemiczny koktajl lub pałeczkę mocy? Jasne, przez lata sztucznych upraw uodporniły się, przystosował.. Lecz jakaś pamięć w nich pozostaje. Oczywiście, ziemia z kretowiska z łąki też nie jest tu dobrym rozwiązaniem. Trzeba poznać miejsce, z którego dana roślina pochodzi, jej naturalne stanowiska.. Nawóz jest jeden uniwersalny, według mnie oczywiście. Koński obornik, sezonowany lub "rozpuszczony" w wodzie. Rośnie na nim wszystko, nic nie grymasi.


Oczywiście, to tylko moje luźne przemyślenia. Daleko mi do permakulturowców, anastazjowców i tak dalej.. Żyję i myślę rytmem ziemi, wyssanym z mlekiem matki, wiedzą o tej mojej konkretnej ziemi którą jeszcze mój prapradziad orał. Możliwe że w praprababcię;)

8 komentarzy:

  1. Czytam Twojego bloga od dawna.Zawsze jestem pełna podziwu,Twojej zaradności,wiedzy,pracowitości.Sama uprawiam niewielki ogródek,z różnym efektem...czasem plony większe,czasem beznadzieja(jak w tym roku...)
    Fajnie napisałas o tej ziemi... :) Zastanawiam się skąd wytrzasnąć obornik koński! Czas na wycieczkę,do stadniny koni....Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za tak miłe słowa! Wiesz, u mnie też bywają lata że plony są marne, ale odkąd z głową podchodzę do gleby i nasion a cały ogród traktuję jako jedną jadalną strefę zdarza się to (tfu tfu:)coraz rzadziej. Czasem nic nie poradzi sie na szalejącą zz, suszę czy zbytnią wilgoć,ale są sposoby minimalizujące skutki tych przeciwności. Całe życie trzeba poznawać swój ogród, ale to bardzo miłe uzależnienie :) Mam tyle pomysłów i zamierzeń, szkoda że doba jest tak krótka.
    Ja obornik koński zbieram prosto z łąki sąsiada, za jego zgodą oczywiście, świeży zasypuję szczelnie piaskiem na pryzmie i zużywam wg potrzeb. Odkąd go stosuję mam naprawdę zauważalnie lepsze plony.
    Jaki masz główny problem z warzywnikiem, może mogłabym Ci coś doradzić?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mirabelu, to wszystkim permakulturowcom daleko do Twojej wiedzy, mądrości i doświadczenia.
    Zawsze byłam i jestem zdania, by być dobrym permakulturowcem, trzeba najpierw zgłębić rolnictwo i ogrodnictwo tradycyjne, gdyż to podstawa. Permakultura jest modna i przereklamowana.
    Wolę tradycyjne rolnictwo plus kilka pomysłów per ma kulturalnych.

    A propos pomysłów permakulturalnych, co nie tak z kopcami krecimi? Są tak ładnie przerobione przez krety - zero chwastów, niewiele kamieni,pulchna gleba. Ja tę ziemię zbieram do doniczek plus zaprawiam przerobionym obornikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka ziemia z kopca pochodzi z głębi ziemi i nie ma w niej tych dobroczynnych mikroorganizmów żyjących na powierzchni, to tak jak z czarnoziemem z wykopów, ziemia dobra a nic nie chce rosnąć. Po zmieszaniu jak najbardziej! (trzeba tylko dobrze pozbawić ją chwastów)
    Permakultura w czystej jest dla pasjonatów, to MINIMALNE zbiory przy minimalnym zaangażowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co racja to racja. Faktycznie gleba krecia jest głęboka i sterylna, ale kusi mnie, bo czysta, pulchna, widać jaka i tylko zgarnąć szpadlem do wiadra :)
    Wybieram tylko czarnoziem i torf. Gliny i piachu nie ruszam, że o ile nie wspomnę.
    Kwaśne ph torfu łamię przerobionym obornikiem. Sadzonki rosną jak burza.

    Rezolutnie ujęłaś dla kogo jest permakultura :)))
    Moim zdaniem to metoda dla śmierdzących leni, wegańskich oszołomów, ogrodowych nieuków oraz ludzi zapracowanych, nie mających czasu ni maszyn na bardziej ofensywne rolnictwo i ogrodnictwo, a także dla ludzi, którzy chcą żyć maksymalnie w zgodzie z naturą, czyli przy minimalnej ingerencji w naturę.

    Żeby było jasne, ja zaliczam się do ludzi zapracowanych, nie mających czasu, sił ni maszyn na bardziej ofensywne rolnictwo i ogrodnictwo, a także do ludzi, którzy chcą żyć maksymalnie w zgodzie z naturą, czyli przy minimalnej ingerencji w naturę :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no, za ostro to ujęłaś Indianko. Nie podoba mi się to do końca, jednak z każdej filozofii można wybrać coś wartościowego, każdy ma wybór i swój rozum.

    OdpowiedzUsuń
  7. Indianko, Twoja odpowiedz niechcący poszła w kosmos, tak jak inne, które niezgrabnymi paluchami tam wysłałam, przepraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Paluch spracowany, stwardniały od roboty na gospodarce - ma wybaczone :)))

    Ja zaś walczę z trollującym słownikiem który mi samowolnie zmienia słowa tekstów pisanych :)
    Ależ to wkurzający gadżet :)))

    OdpowiedzUsuń