czwartek, 23 czerwca 2016

Słaba ziemia, użyźnianie ziemi w ogrodzie, naturalne nawozy, ziemia urodzajna.

Każdy ogrodnik marzy o lepszej, urodzajniejszej ziemi. Ziemi bez patogenów, szkodników, tłustej ale przepuszczalnej, najlepiej dostosowującej do każdego rodzaju uprawianych roślin. Oczywiście, to prawie niemożliwe:) ale, jak wszyscy wiemy, prawie robi różnicę. Od lat staramy się użyźnić naszą glebę. to trudne zadanie, gdy typowe grządki wyglądają tak :
Oczywiście trochę przesadzam, jednak gleby bielicowe i sosnowe laski, lub wręcz przeciwnie, torfy i mokradła(naturalnie występujące rosiczki to taka ciekawostka) to wyznaczniki naszej gleby. Ogród przydomowy powstał tak naprawdę kilka lat temu. Przedtem warzywniki były domeną pola uprawnego, ale bliskość domu jest wygodniejsza i bezpieczniejsza oczywiście.

Zaczynałam od usunięcia perzu (ręcznie oczywiście) i innych, trwałych chwastów. ziemia która pozostała, była cieniutkim piaseczkiem z przezroczystą niemal warstwą próchnicy. Do akcji wkroczył przepalony krowi obornik, ten świeży przekopywany miejscowo na zimę. Ziemia z zagrody dla kur (nie robię zazwyczaj kompostu, wszelkie chwasty wrzucam kurom, które zjadają je, wydalają i mieszają z ziemią. Zebrana i rozrzucona po grządkach ziemia (wraz z różnymi odpadkami organicznymi które rozłożyły się) tworzy bardzo żyzną warstwę. Do akcji wchodziły różne gnojówki, głównie ze skórek od banana (gdy tylko dostaliśmy od znajomych większą ich ilość) i liści pomidorów pozostałych z podlewania. Także pokruszone na miał skorupki z jajek pełniły funkcję nawozu.

Oczywiście nie wszystko na raz! I przede wszystkim, nie bez analizy gleby którą można wykonać w każdym ODRze. W większej ilości każda z tych substancji może przynieść więcej szkody niż pożytku paląc rośliny, nie mówiąc o tym, że byłyby po prostu NIESMACZNE, gdyż nawożenie nawet naturalnymi składnikami jest jakąś tam ingerencją. Nawożenie u nas było bardzo rozciągnięte w czasie, uważnie obserwowałam rośliny, szukając odpowiedzi na to, jakich dawek potrzebują. Mieszałam glebę na głębokość szpadla, co dawało grubszą, coraz żyźniejszą warstwę.
Naturalne nawozy użyźniły naszą glebę nie tylko doraźnie, organiczne składniki, po rozłożeniu też w niej lądowały, zmieniając strukturę piaseczku na żyzną próchniczkę (nie próchnicę, bo na to trzeba czasu).Nigdy nie robiliśmy typowych wałów permakulturowych, czy innych tego typu pomysłów. Do budowy niektórych grządek, po usunięciu darni, używaliśmy zmurszałych gałęzi, wrzucając je na dno, ale raczej w postaci zapchajdziury. Nie znoszę zarośniętych grządek (samego pielenia też), a te konstrukcje oprócz chwastów przyciągają też wiele szkodników.
W moim ogrodzie nie ma nic sztucznego. Wszystko wychodzi z ziemi i do niej wraca. Plony są świetne, ziemia jest tłusta. I to na długo.


2 komentarze:

  1. To jest to co mi w Pani imponuje - miłość do ziemi, wiedza i umiejętność wykorzystywania każdego jej skrawka, bogactwo uprawianych roślin. Zazdraszczam :) Ula

    OdpowiedzUsuń