czwartek, 31 grudnia 2015

Słodycz wytrawna na sylwestra, na szybko.

Po odsączeniu nalewki zostają nam owoce. U mnie wydrylowane wiśnie, mirabelki, trochę czereśni. Te trzymają kształt i nadają się do zanurzenia, na wykałaczce w roztopionej czekoladzie (w zależności od chęci, mlecznej, gorzkiej, białej..) Wystarczy już tylko obtoczyć w siekanych orzechach, kakao czy zostawić czyste.. Do wystygnięcia zostawić na natłuszczonym papierze.
Oczywiście, tylko do dorosłych!

wtorek, 29 grudnia 2015

Nalewka "truskawki ze śmietaną"

Przepyszna, zadziwiająca i idealna na prezent. Robię ją od zeszłego sezonu i jest warta pracy w nią włożonej.


2kg truskawek
1l śmietany ok 18%
sok z 3 cytryn i skórka z jednej (tak jest w oryginalnym przepisie, ja zazwyczaj to pomijam i też jest pyszne)
cukier, zależnie od smaku
1l spirytusu


Owoce zalać śmietaną, ugnieść/zmiksować, delikatnie mieszając dodawać ostrożnie spirytus, dodać cukier, cytryny.
Trzymać 30 dni w ciemnym miejscu, mieszając co 2-3. Odfiltrować (serek z owocami jako produkt uboczny można zużyć, np. jako masę do ciasta), zostawić na 2-3 miesiące. Gotowy produkt powinien być przejrzysty, o różowym zabarwieniu.
Można spróbować opcji z wiśniami, bananami czy nawet agrestem.

sobota, 26 grudnia 2015

Bożonarodzeniowe grzybobranie.

Niesamowite grzyby. Podczas świątecznego spaceru po naszej Puszczy, oprócz nowych stanowisk widłaka spłaszczonego, znaleźliśmy grzyby. Oczywiście boczniaki, piękne, dorodne i soczyste, na próchniejących karpach. 25kg ponad, bagatela.
Z powodu dostępności surowca, eksperymentuję. Kiszone, w solance, a'la flaczki-podsmażone i zalane rosołem z kaczki z weka. Rozpusta kulinarna!
I niech mi ktoś powie, że klimat się nie zmienia.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wszystkim, którzy do mnie zaglądają..

Życzę niezwykłych świątecznych radości,
niezapomnianego smaku
świątecznych przysmaków
i wciąż nowych możliwości
w życiu w nadchodzącym roku.
Tajemnica Bożego Narodzenia
niech wzbogaci łaską, napełni pokojem i radością,
a blaskiem swym niech oświeca
wszystkie dni nadchodzącego roku.

sobota, 12 grudnia 2015

A w spiżarni..

..powoli ubywa i warzyw i słoików. Najszybciej idą kompoty do codziennego picia, zwłaszcza czereśniowe. Dżemy, które zazwyczaj mieszam z twarożkiem lub daję do naleśników, sałatki obiadowe, sosy warzywne do mięs. Nieograniczony dostęp do świeżych, ekologicznych warzyw jest błogosławieństwem, które dzięki sztuce kulinarnej przeciągamy na zimowe dni. Dynie ciągle są, ostatnio robiłam z jednej zupę z zacierkami. A jutro burakowa, ze śmietanką.
Mięsa dojrzewają ciągle w strychowej dojrzewalni, podkradałam kęski-pyszne.
Błogie życie, praca na własnym zaścianku daje taką satysfakcje. Plany warzywne i zwierzęce rosną, jesli robić coś dla siebie, to tylko najlepiej. Będziemy uprawiać najwartościowsze odmiany warzyw, stare, nie splamione chemią i ingerencją człowieka. Ale też te ciekawe i niespotykane, do zaspokojenia własnych zainteresowań. To samo ze zwierzętami-chowane z troską, na własnych paszach, bez marnowania niczego co nam dadzą.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Najprostszy kompot jabłkowy na zimę.

Chyba nie ma już prostszego przepisu na jabłka, oprócz surowych tartych pasteryzowanych.
Musimy mieć jabłka i słoiki 3\4 litra.
Jabłka, w zależności od wielkości kroimy (ja używałam winnych dziczek więc kroiłam na połowę, większe co najmniej na ćwiartki), jesli mamy czas i ochotę usuwamy gniazda nasienne (wtedy, po wypiciu kompotu są świetne np. do racuchów czy szarlotki na szybko), wrzucamy do połowy słoika, zasypujemy cukrem (do smaku, w zależności od jabłek), zalewamy wrzątkiem, zostawiając 2-3cm miejsca od zakrętki, zakręcamy. Pasteryzujemy godzinę, tak by cząstki jabłka puściły swój sok.
Praca idzie szybko, można łatwo narobić ich mnóstwo, tak by całą zimę cieszyć się ich smakiem.


Zimy ciągle nie ma. Wciąż zbieram świeże zioła z ogrodu, szałwię, hyzop, kurdybanek.. Zauważyłam nawet młode pokrzywy i świeży glistnik. Chyba pora wysiać, domowo oczywiście, już niektóre ostre papryczki pod dodatkowym oświetleniem, może trochę sałaty na szybkie małe listki.

czwartek, 3 grudnia 2015

Obiad ze słoika-wołowina z kalafiorem. Bolące stawy i maruna.

Najpierw wołowina.
Na dno słoika marchew w półtalarkach, na to wołowina w kosteczkę. Trochę zielonego z pora, szczypta lubczyku. Na to kalafior, ja dałam letnie, pomrożone różyczki. Sól, pieprz, bez mieszania. Zalane rzadkim sokiem pomidorowym, tak do połowy słoika (zawsze w słoiku zostawiamy min.3 cm od zakrętki wolnej przestrzeni). Ok. 90 min w szybkowarze. Dobre z ryżem, dobre z pęczakiem, z ziemniakami nie sprawdzałam;)


Zawsze na zmiany pogody, jesienią i wiosną bolą mnie stawy. Od dawna babcia marunę (złocień maruna) mi do picia zalecała. Rosną jej u nas łany, co roku sama z siebie się rozsiewa. W końcu piję i ból mija. Bez leków, bez chemii.. Jeszcze tylko nalewka na złotym wąsie dojdzie i mam nadzieję, na przynajmniej tymczasowe zażegnanie problemu.

wtorek, 1 grudnia 2015

Obiad ze słoika-wołowina.

Jak pewnie zauważyliście, zazwyczaj gotuję "na oko". Nie lubię sztywnych miar a i smak mam trochę inny, czytałam że to dzieki unikaniu wzmacniaczy smaku-podobno. Tak, że i ten przepis dokładny nie będzie, ale za to zapach, jaki unosi sie ze słoika po otwarciu-nie do zmierzenia..
Wszystko robię w słoikach 3\4, zwykłych.
Na dno marchew w półtalarki. Na to rozbite plastry dowolnej wołowej części, na to cebula w ćwiartkach, odrobina białej kapusty, na wierzch suszone prawdziwki. Zalewam moim bulionem, wołowym, nie za mocnym, już doprawionym (robię je przy przetwarzaniu dużej ilości mięsa, z kości i odrobiny mięsa, doprawione, słoikuję, tak samo z kaczkami i gęsiami). Szczypta lubczyku na wierzch. 90min w szybkowarze.. I cudo.
Gdy trzeba, wyciągam z zimna, podgrzewam, podaję z pęczakiem jęczmiennym.

Małorosyjska sałatka słoikowa

To moje tegoroczne odkrycie. I mimo że składa się tak naprawdę z upychania nadmiaru bogactw ogrodu do słoika, jej smak nie jest codzienny. Trochę korzenny, ciekawy, kilkakrotnie też używana jako sos do gulaszu.
najwięcej pomidorów
po równo:
ogórki(plasterki, posolić, odstawić),
cebula(plasterki, posolić, odstawić)
kapusta(poszatkować, posolić, odstawić)
Pomidory rozgotować, dodać sporo ziela, gałki muszkatołowej, listków i goździków. Gotować dalej, gdy zapach się podniesie, wrzucać, w kilkuminutowych odstępach: ogórki, kapustę i cebulę. Dać 1,5 szkl octu, pół kilo cukru. W słoiku. Musi swoje odstać przed otwarciem, a wtedy jest pyszna.