niedziela, 22 listopada 2015

Boczniaki

Dziś, będąc "w gościach" i spacerując po cudzym ogrodzie, trafiłam niespodziewanie na duże gniazdo boczniaków. Tuż za płotem, na zmurszałym pniu, pyszniły się wilgotne od mżawki. Oczywiście akcja była szybka, koszyk nożyk, i tak stałam się posiadaczką 2 kilogramów tego pysznego grzyba. Wystarczyła odrobina masła, soli.. i niebo w gębie.
A jutro panierowane.

czwartek, 19 listopada 2015

Mikstura przeciwrakowa z ostrej papryki

Jako że każdy chciałby żyć długo i szczęśliwie, ja też od dawna poszukuję tego typu zdrowotnych przepisów. Oprócz nalewki aloesowej z miodem lipowym, toniku do ciała z wina i bluszczu i paru innych, dziś trafiłam na tą z wykorzystaniem kapsaicyny. Głosy co do niej są podzielone, jedni krzyczą o jej niesamowitej szkodliwości, inni zachwalają wszechstronne właściwości z przeciwbólowymi włącznie. No cóż, papryczki są, olej jest, więc wypróbuję na sobie.
Równe części ostrych papryczek i oleju połączyć, po uprzednim ich rozdrobnieniu. Dobrze zakręcić, wstrząsnąć, trzymać w lodówce dwa tygodnie, co dzień mieszając. Odcedzić, pić profilaktycznie po odrobince (niesamowicie piekące!)

wtorek, 17 listopada 2015

Weki mięsne z drobiu w pigułce

Jest ich kilka wariantów, zależy co chcemy uzyskać:


-surowe mięso, bez kości, kroimy w kosteczkę, razem z tłuszczykiem i skórką, doprawiamy jak kto lubi, ja najczęściej daję majeranek i lubczyk, w słoiki i tyndalizacja. (tu czas pojedynczego pasteryzowania trzeba wydłużyć nawet do 90min za pierwszym razem by mięso było miękkie)


-surowe mięso jw mielimy z tłuszczykiem i skórą (to jest warunków wytworzenia się galaretki), doprawiamy, uciekamy w słoiku, zostawiając 3 cm co najmniej pustej przestrzeni od wieczka, tyndalizujemy,


-drób porcjujemy, doprawiamy, obgotowujemy w bulionie warzywnym lub podpiekamy na blasze podlane wodą, studzimy, wyjmujemy najgrubsze kości. Do słoików, zalewamy pozostałym wywarem, zostawiamy przestrzeń, tyndalizujemy.




Tyndalizacja to podstawa podstaw przy takiej obróbce mięsa. Krótkie, jednokrotne zagotowanie mięsa gwarantuje nam klapę, a jak już to wpółsurową mielonkę która wytrzyma trzy dni i to w lodówce
Gotujemy słoiki w wodzie, co najmniej godzinę, trzy razy w odstępach równo 24godzinnych. W międzyczasie trzymamy w temperaturze pokojowej, po ostatnim gotowaniu schładzamy. Ja co prawda przeprowadzam teraz sterylizację słoików dzieki podciśnieniu w szybkowarze co daje o wiele dłuższą przydatność konserw, ale ten sposób jest od lat sprawdzony.
Bardzo ważne przy konserwach słoikowych są też same słoiki i zakrętki. Nie mogą być poszczerbione, powyginane czy zardzewiałe, muszą być szczelne. To powinno złożyć się na nasz sukces.


Uwaga: przetwory mięsne przy nieodpowiednim wykonaniu mogą powodować ciężkie zatrucia, a jad kiełbasiany prowadzi do śmierci. Przed wykonaniem jakichkolwiek przepisów należy zasięgnąć porady specjalisty, choćby na forach specjalistycznych i przede wszystkim dużo, dużo czytać, wtedy łatwiej nam wyłapać ewentualne błędy. Ta praca jest warta smaku mięsa jakie otrzymamy!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Źle się dzieje w państwie duńskim..

Jakby to określił Szekspir. Źle się dzieje, więc przygotowujemy się na to "źle" intensywniej.


Zapasy mięsa powiększają się (suszone, wędzone, dojrzewające i weki), wekuję wszystko-robiąc obiad dwie porcje daje do słoików 3/4l i sterylizuję. Suszę chleb, trzymam w szczelnych, plastikowych pojemnikach. Zapas zboża oczywiście mamy, tak samo ziemniaków, okopowych, kiszonek. Przetwory owocowe jako dodatki spokojnie starczą na dwa lata. Dokupuję cukier, sól, środki czyszczące, odkażające i pełno szarego mydła. Zapas wszelkich nasion, bulw i sadzonek na przyszłoroczne nasadzenia już dawno gotowy, zwierzęta do przyszłorocznego rozpłodu również. Prądu na dobrą sprawę do niczego nie potrzebujemy (oprócz telefonów, Internetu, tv i zamrażarek, ale to rzeczy zbędne), zapas światła mamy w postaci lamp naftowych, świeczek i wielu kilo wosku pszczelego. Opału mamy na dwie zimy spokojnie. Woda jest z głębokiej studni, nie do zatrucia.


Czekamy, obserwujemy. Nic i tak się nie zmarnuje a lepiej być gotowym. Na wszelki wypadek..
A Ty, myślisz o takich sprawach..?

czwartek, 12 listopada 2015

Wędlina dojrzewająca z wędzoną papryką

Dziś ładny kawałek mięsa, z nie za dużą ilością tłuszczu poszedł do obróbki. Osuszony, natarty grubo solą (kupuję tylko tą niejodowaną, kłodawską), zasypany jakby panierką z grubo zmielonej wędzonej papryki. Trafił do lodówki, będzie raz dziennie obracany, odlewane będą soki, które z niego wypłyną. Po tygodniu w pończochę i na strych. Proste, pyszne, bez zbędnych zabiegów. Trzeba tylko zaglądać, czy nie pojawia się pleśń, ale przy odpowiednim zasoleniu to nie problem.


Muszę zrobić kindziuk.



poniedziałek, 9 listopada 2015

Konserwa z szybkowaru

Jako, że z okazji urodzin dostałam wielki szybkowar (był od dłuższego czasu moim marzeniem, nie do gotowania ale do czynienia konserw o długim okresie przechowywania), postanowiłam od razu go wypróbować.
Tak powstała mielonka wieprzowa w galaretce, mięso grubo przemielone, tłuste, doprawiłam solą, odrobinką czosnku, cząbrem, lubczykiem i majerankiem, wmasowałam w nie trochę wody, dokladnie wyrobiłam. Postało tak 12 godzin. Zapakowałam je do słoiczków, do 3\5 wysokości, zakręciłam zakrętkami typu twist. W szybkowarze spędziły ponad 90 min, po wyjęciu wstawiłam je od razu w chłodne miejsce, wcześniej wypukłe od ciśnienia zaczęły od razu "pykać" i zasysać zakrętki do środka. Mam zamiar trzymać je w spiżarni, zobaczymy ile postoją.
Co do samego szybkowaru-długo się wahałam. A to niepotrzebny zakup, strach przed jego obsługą, a to może nie sprawdzić się przy twistach.. Ale jak na razie jestem zadowolona, ciekawa jestem przydatności do spożycia tych konserw. No i nie muszę już tyndalizować;)


A dojrzewające szynki wiszą na strychu, wyglądając i pachnąć coraz lepiej. Zero jakichkolwiek objaw psucia się czy pleśnienia. W Boże Narodzenie-degustacja.

wtorek, 3 listopada 2015

Gęś w kapuście i ekonomia.

Jedna z prostszych i smaczniejszych potraw okołokapuścianych. Wystarczy gęś (moja po sprawieniu miała 7kg), kapusta mocno ukiszona (dałam koło 5 kg, tak żeby w garze można było przemieszać), przyprawy około kapuściane jakie kto co daje. Porcjowaną gęś wrzucamy na dno, przykrywamy kapustką, zalewamy wodą tak, by ledwo przykrywała kapustę. Wstawiamy na ogień i gotujemy aż kapusta zmieni kolor na lekko brązowawy, a mięso będzie odpadać od kości. Kwaśne, tłuste, pyszne, starcza (poporcjowane i zamrożone) na długo.
Gęsi to drób który daje nam najwięcej dobrego mięsa za najniższą cenę. Koszty to zakup gąsiąt i pasza gdy są jeszcze małe (wykonana samodzielnie jeszcze zmniejsza koszty, a dodatek ziół różnego rodzaju do karmy czy parzonek zwiększa atrakcyjność smakową mięsa), później są w stanie doskonale się wyżywić same na łące czy w sadzie. Mankamentem jest ich doskonałe trawienie, trzeba trzymać je w wyznaczonych obszarach, gdyż inaczej wszystko jest zielone. Ale, to tylko moje luźne spostrzeżenia.