czwartek, 31 grudnia 2015

Słodycz wytrawna na sylwestra, na szybko.

Po odsączeniu nalewki zostają nam owoce. U mnie wydrylowane wiśnie, mirabelki, trochę czereśni. Te trzymają kształt i nadają się do zanurzenia, na wykałaczce w roztopionej czekoladzie (w zależności od chęci, mlecznej, gorzkiej, białej..) Wystarczy już tylko obtoczyć w siekanych orzechach, kakao czy zostawić czyste.. Do wystygnięcia zostawić na natłuszczonym papierze.
Oczywiście, tylko do dorosłych!

wtorek, 29 grudnia 2015

Nalewka "truskawki ze śmietaną"

Przepyszna, zadziwiająca i idealna na prezent. Robię ją od zeszłego sezonu i jest warta pracy w nią włożonej.


2kg truskawek
1l śmietany ok 18%
sok z 3 cytryn i skórka z jednej (tak jest w oryginalnym przepisie, ja zazwyczaj to pomijam i też jest pyszne)
cukier, zależnie od smaku
1l spirytusu


Owoce zalać śmietaną, ugnieść/zmiksować, delikatnie mieszając dodawać ostrożnie spirytus, dodać cukier, cytryny.
Trzymać 30 dni w ciemnym miejscu, mieszając co 2-3. Odfiltrować (serek z owocami jako produkt uboczny można zużyć, np. jako masę do ciasta), zostawić na 2-3 miesiące. Gotowy produkt powinien być przejrzysty, o różowym zabarwieniu.
Można spróbować opcji z wiśniami, bananami czy nawet agrestem.

sobota, 26 grudnia 2015

Bożonarodzeniowe grzybobranie.

Niesamowite grzyby. Podczas świątecznego spaceru po naszej Puszczy, oprócz nowych stanowisk widłaka spłaszczonego, znaleźliśmy grzyby. Oczywiście boczniaki, piękne, dorodne i soczyste, na próchniejących karpach. 25kg ponad, bagatela.
Z powodu dostępności surowca, eksperymentuję. Kiszone, w solance, a'la flaczki-podsmażone i zalane rosołem z kaczki z weka. Rozpusta kulinarna!
I niech mi ktoś powie, że klimat się nie zmienia.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wszystkim, którzy do mnie zaglądają..

Życzę niezwykłych świątecznych radości,
niezapomnianego smaku
świątecznych przysmaków
i wciąż nowych możliwości
w życiu w nadchodzącym roku.
Tajemnica Bożego Narodzenia
niech wzbogaci łaską, napełni pokojem i radością,
a blaskiem swym niech oświeca
wszystkie dni nadchodzącego roku.

sobota, 12 grudnia 2015

A w spiżarni..

..powoli ubywa i warzyw i słoików. Najszybciej idą kompoty do codziennego picia, zwłaszcza czereśniowe. Dżemy, które zazwyczaj mieszam z twarożkiem lub daję do naleśników, sałatki obiadowe, sosy warzywne do mięs. Nieograniczony dostęp do świeżych, ekologicznych warzyw jest błogosławieństwem, które dzięki sztuce kulinarnej przeciągamy na zimowe dni. Dynie ciągle są, ostatnio robiłam z jednej zupę z zacierkami. A jutro burakowa, ze śmietanką.
Mięsa dojrzewają ciągle w strychowej dojrzewalni, podkradałam kęski-pyszne.
Błogie życie, praca na własnym zaścianku daje taką satysfakcje. Plany warzywne i zwierzęce rosną, jesli robić coś dla siebie, to tylko najlepiej. Będziemy uprawiać najwartościowsze odmiany warzyw, stare, nie splamione chemią i ingerencją człowieka. Ale też te ciekawe i niespotykane, do zaspokojenia własnych zainteresowań. To samo ze zwierzętami-chowane z troską, na własnych paszach, bez marnowania niczego co nam dadzą.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Najprostszy kompot jabłkowy na zimę.

Chyba nie ma już prostszego przepisu na jabłka, oprócz surowych tartych pasteryzowanych.
Musimy mieć jabłka i słoiki 3\4 litra.
Jabłka, w zależności od wielkości kroimy (ja używałam winnych dziczek więc kroiłam na połowę, większe co najmniej na ćwiartki), jesli mamy czas i ochotę usuwamy gniazda nasienne (wtedy, po wypiciu kompotu są świetne np. do racuchów czy szarlotki na szybko), wrzucamy do połowy słoika, zasypujemy cukrem (do smaku, w zależności od jabłek), zalewamy wrzątkiem, zostawiając 2-3cm miejsca od zakrętki, zakręcamy. Pasteryzujemy godzinę, tak by cząstki jabłka puściły swój sok.
Praca idzie szybko, można łatwo narobić ich mnóstwo, tak by całą zimę cieszyć się ich smakiem.


Zimy ciągle nie ma. Wciąż zbieram świeże zioła z ogrodu, szałwię, hyzop, kurdybanek.. Zauważyłam nawet młode pokrzywy i świeży glistnik. Chyba pora wysiać, domowo oczywiście, już niektóre ostre papryczki pod dodatkowym oświetleniem, może trochę sałaty na szybkie małe listki.

czwartek, 3 grudnia 2015

Obiad ze słoika-wołowina z kalafiorem. Bolące stawy i maruna.

Najpierw wołowina.
Na dno słoika marchew w półtalarkach, na to wołowina w kosteczkę. Trochę zielonego z pora, szczypta lubczyku. Na to kalafior, ja dałam letnie, pomrożone różyczki. Sól, pieprz, bez mieszania. Zalane rzadkim sokiem pomidorowym, tak do połowy słoika (zawsze w słoiku zostawiamy min.3 cm od zakrętki wolnej przestrzeni). Ok. 90 min w szybkowarze. Dobre z ryżem, dobre z pęczakiem, z ziemniakami nie sprawdzałam;)


Zawsze na zmiany pogody, jesienią i wiosną bolą mnie stawy. Od dawna babcia marunę (złocień maruna) mi do picia zalecała. Rosną jej u nas łany, co roku sama z siebie się rozsiewa. W końcu piję i ból mija. Bez leków, bez chemii.. Jeszcze tylko nalewka na złotym wąsie dojdzie i mam nadzieję, na przynajmniej tymczasowe zażegnanie problemu.

wtorek, 1 grudnia 2015

Obiad ze słoika-wołowina.

Jak pewnie zauważyliście, zazwyczaj gotuję "na oko". Nie lubię sztywnych miar a i smak mam trochę inny, czytałam że to dzieki unikaniu wzmacniaczy smaku-podobno. Tak, że i ten przepis dokładny nie będzie, ale za to zapach, jaki unosi sie ze słoika po otwarciu-nie do zmierzenia..
Wszystko robię w słoikach 3\4, zwykłych.
Na dno marchew w półtalarki. Na to rozbite plastry dowolnej wołowej części, na to cebula w ćwiartkach, odrobina białej kapusty, na wierzch suszone prawdziwki. Zalewam moim bulionem, wołowym, nie za mocnym, już doprawionym (robię je przy przetwarzaniu dużej ilości mięsa, z kości i odrobiny mięsa, doprawione, słoikuję, tak samo z kaczkami i gęsiami). Szczypta lubczyku na wierzch. 90min w szybkowarze.. I cudo.
Gdy trzeba, wyciągam z zimna, podgrzewam, podaję z pęczakiem jęczmiennym.

Małorosyjska sałatka słoikowa

To moje tegoroczne odkrycie. I mimo że składa się tak naprawdę z upychania nadmiaru bogactw ogrodu do słoika, jej smak nie jest codzienny. Trochę korzenny, ciekawy, kilkakrotnie też używana jako sos do gulaszu.
najwięcej pomidorów
po równo:
ogórki(plasterki, posolić, odstawić),
cebula(plasterki, posolić, odstawić)
kapusta(poszatkować, posolić, odstawić)
Pomidory rozgotować, dodać sporo ziela, gałki muszkatołowej, listków i goździków. Gotować dalej, gdy zapach się podniesie, wrzucać, w kilkuminutowych odstępach: ogórki, kapustę i cebulę. Dać 1,5 szkl octu, pół kilo cukru. W słoiku. Musi swoje odstać przed otwarciem, a wtedy jest pyszna.

niedziela, 22 listopada 2015

Boczniaki

Dziś, będąc "w gościach" i spacerując po cudzym ogrodzie, trafiłam niespodziewanie na duże gniazdo boczniaków. Tuż za płotem, na zmurszałym pniu, pyszniły się wilgotne od mżawki. Oczywiście akcja była szybka, koszyk nożyk, i tak stałam się posiadaczką 2 kilogramów tego pysznego grzyba. Wystarczyła odrobina masła, soli.. i niebo w gębie.
A jutro panierowane.

czwartek, 19 listopada 2015

Mikstura przeciwrakowa z ostrej papryki

Jako że każdy chciałby żyć długo i szczęśliwie, ja też od dawna poszukuję tego typu zdrowotnych przepisów. Oprócz nalewki aloesowej z miodem lipowym, toniku do ciała z wina i bluszczu i paru innych, dziś trafiłam na tą z wykorzystaniem kapsaicyny. Głosy co do niej są podzielone, jedni krzyczą o jej niesamowitej szkodliwości, inni zachwalają wszechstronne właściwości z przeciwbólowymi włącznie. No cóż, papryczki są, olej jest, więc wypróbuję na sobie.
Równe części ostrych papryczek i oleju połączyć, po uprzednim ich rozdrobnieniu. Dobrze zakręcić, wstrząsnąć, trzymać w lodówce dwa tygodnie, co dzień mieszając. Odcedzić, pić profilaktycznie po odrobince (niesamowicie piekące!)

wtorek, 17 listopada 2015

Weki mięsne z drobiu w pigułce

Jest ich kilka wariantów, zależy co chcemy uzyskać:


-surowe mięso, bez kości, kroimy w kosteczkę, razem z tłuszczykiem i skórką, doprawiamy jak kto lubi, ja najczęściej daję majeranek i lubczyk, w słoiki i tyndalizacja. (tu czas pojedynczego pasteryzowania trzeba wydłużyć nawet do 90min za pierwszym razem by mięso było miękkie)


-surowe mięso jw mielimy z tłuszczykiem i skórą (to jest warunków wytworzenia się galaretki), doprawiamy, uciekamy w słoiku, zostawiając 3 cm co najmniej pustej przestrzeni od wieczka, tyndalizujemy,


-drób porcjujemy, doprawiamy, obgotowujemy w bulionie warzywnym lub podpiekamy na blasze podlane wodą, studzimy, wyjmujemy najgrubsze kości. Do słoików, zalewamy pozostałym wywarem, zostawiamy przestrzeń, tyndalizujemy.




Tyndalizacja to podstawa podstaw przy takiej obróbce mięsa. Krótkie, jednokrotne zagotowanie mięsa gwarantuje nam klapę, a jak już to wpółsurową mielonkę która wytrzyma trzy dni i to w lodówce
Gotujemy słoiki w wodzie, co najmniej godzinę, trzy razy w odstępach równo 24godzinnych. W międzyczasie trzymamy w temperaturze pokojowej, po ostatnim gotowaniu schładzamy. Ja co prawda przeprowadzam teraz sterylizację słoików dzieki podciśnieniu w szybkowarze co daje o wiele dłuższą przydatność konserw, ale ten sposób jest od lat sprawdzony.
Bardzo ważne przy konserwach słoikowych są też same słoiki i zakrętki. Nie mogą być poszczerbione, powyginane czy zardzewiałe, muszą być szczelne. To powinno złożyć się na nasz sukces.


Uwaga: przetwory mięsne przy nieodpowiednim wykonaniu mogą powodować ciężkie zatrucia, a jad kiełbasiany prowadzi do śmierci. Przed wykonaniem jakichkolwiek przepisów należy zasięgnąć porady specjalisty, choćby na forach specjalistycznych i przede wszystkim dużo, dużo czytać, wtedy łatwiej nam wyłapać ewentualne błędy. Ta praca jest warta smaku mięsa jakie otrzymamy!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Źle się dzieje w państwie duńskim..

Jakby to określił Szekspir. Źle się dzieje, więc przygotowujemy się na to "źle" intensywniej.


Zapasy mięsa powiększają się (suszone, wędzone, dojrzewające i weki), wekuję wszystko-robiąc obiad dwie porcje daje do słoików 3/4l i sterylizuję. Suszę chleb, trzymam w szczelnych, plastikowych pojemnikach. Zapas zboża oczywiście mamy, tak samo ziemniaków, okopowych, kiszonek. Przetwory owocowe jako dodatki spokojnie starczą na dwa lata. Dokupuję cukier, sól, środki czyszczące, odkażające i pełno szarego mydła. Zapas wszelkich nasion, bulw i sadzonek na przyszłoroczne nasadzenia już dawno gotowy, zwierzęta do przyszłorocznego rozpłodu również. Prądu na dobrą sprawę do niczego nie potrzebujemy (oprócz telefonów, Internetu, tv i zamrażarek, ale to rzeczy zbędne), zapas światła mamy w postaci lamp naftowych, świeczek i wielu kilo wosku pszczelego. Opału mamy na dwie zimy spokojnie. Woda jest z głębokiej studni, nie do zatrucia.


Czekamy, obserwujemy. Nic i tak się nie zmarnuje a lepiej być gotowym. Na wszelki wypadek..
A Ty, myślisz o takich sprawach..?

czwartek, 12 listopada 2015

Wędlina dojrzewająca z wędzoną papryką

Dziś ładny kawałek mięsa, z nie za dużą ilością tłuszczu poszedł do obróbki. Osuszony, natarty grubo solą (kupuję tylko tą niejodowaną, kłodawską), zasypany jakby panierką z grubo zmielonej wędzonej papryki. Trafił do lodówki, będzie raz dziennie obracany, odlewane będą soki, które z niego wypłyną. Po tygodniu w pończochę i na strych. Proste, pyszne, bez zbędnych zabiegów. Trzeba tylko zaglądać, czy nie pojawia się pleśń, ale przy odpowiednim zasoleniu to nie problem.


Muszę zrobić kindziuk.



poniedziałek, 9 listopada 2015

Konserwa z szybkowaru

Jako, że z okazji urodzin dostałam wielki szybkowar (był od dłuższego czasu moim marzeniem, nie do gotowania ale do czynienia konserw o długim okresie przechowywania), postanowiłam od razu go wypróbować.
Tak powstała mielonka wieprzowa w galaretce, mięso grubo przemielone, tłuste, doprawiłam solą, odrobinką czosnku, cząbrem, lubczykiem i majerankiem, wmasowałam w nie trochę wody, dokladnie wyrobiłam. Postało tak 12 godzin. Zapakowałam je do słoiczków, do 3\5 wysokości, zakręciłam zakrętkami typu twist. W szybkowarze spędziły ponad 90 min, po wyjęciu wstawiłam je od razu w chłodne miejsce, wcześniej wypukłe od ciśnienia zaczęły od razu "pykać" i zasysać zakrętki do środka. Mam zamiar trzymać je w spiżarni, zobaczymy ile postoją.
Co do samego szybkowaru-długo się wahałam. A to niepotrzebny zakup, strach przed jego obsługą, a to może nie sprawdzić się przy twistach.. Ale jak na razie jestem zadowolona, ciekawa jestem przydatności do spożycia tych konserw. No i nie muszę już tyndalizować;)


A dojrzewające szynki wiszą na strychu, wyglądając i pachnąć coraz lepiej. Zero jakichkolwiek objaw psucia się czy pleśnienia. W Boże Narodzenie-degustacja.

wtorek, 3 listopada 2015

Gęś w kapuście i ekonomia.

Jedna z prostszych i smaczniejszych potraw okołokapuścianych. Wystarczy gęś (moja po sprawieniu miała 7kg), kapusta mocno ukiszona (dałam koło 5 kg, tak żeby w garze można było przemieszać), przyprawy około kapuściane jakie kto co daje. Porcjowaną gęś wrzucamy na dno, przykrywamy kapustką, zalewamy wodą tak, by ledwo przykrywała kapustę. Wstawiamy na ogień i gotujemy aż kapusta zmieni kolor na lekko brązowawy, a mięso będzie odpadać od kości. Kwaśne, tłuste, pyszne, starcza (poporcjowane i zamrożone) na długo.
Gęsi to drób który daje nam najwięcej dobrego mięsa za najniższą cenę. Koszty to zakup gąsiąt i pasza gdy są jeszcze małe (wykonana samodzielnie jeszcze zmniejsza koszty, a dodatek ziół różnego rodzaju do karmy czy parzonek zwiększa atrakcyjność smakową mięsa), później są w stanie doskonale się wyżywić same na łące czy w sadzie. Mankamentem jest ich doskonałe trawienie, trzeba trzymać je w wyznaczonych obszarach, gdyż inaczej wszystko jest zielone. Ale, to tylko moje luźne spostrzeżenia.

czwartek, 29 października 2015

Wędliny dojrzewające

Jako, że Pan Mąż zwleka z przebudową wędzarni, wzięłam się za wędliny dojrzewające.
Ich wyrób, początkowo przerażający, okazuje się bardzo prosty, wymaga tylko czasu, cierpliwości i trochę miejsca. Trzeba uważać na pleśń, biała jest ok, przecieramy lub szorujemy z niej mięso, wycinamy kawałki mięsa tylko wtedy gdy jest jej za dużo, gorsza natomiast jest zielona czy żółta, oprócz głębokiego wycięcia miejsce należy przemyć spirytusem czy kwasem.
Mięso zasalamy, przyprawiamy, trzymamy tydzień w lodówce, przewracając je i odlewając płyn. Po tym czasie mięso umieszczamy w damskiej pończosze (tak, tak) sznurując ciasno i wieszamy w suchym, chłodnym, przewiewnym miejscu. U mnie to strych o tej porze roku. Po tym czasie mięso trzymamy w warunkach chłodniczych, kilka miesięcy, ciągle monitorując jego stan.
Zajmuje to kupę czasu, ale mówię Wam, warto!






(podałam jak ja to robię, mniej więcej, nie traktujcie tego jako ścisłego przepisu, przy takiej obróbce mięsa łatwo ulec zatruciu, poczytajcie w sieci fachowe przepisy;)

piątek, 23 października 2015

Moja najlepsza zimowa sałatka z zielonych pomidorów

3kg zielonych pomidorków
co najmniej 6 dużych cebul
sól
zalewa:
1l wody
1/2 szkl octu
1/4 kg cukru
1 łyż pieprzu
1 łyż ziela


Pomidory pokroić na plasterki (koktajlowe zostawić w całości), dobrze zasolić, zostawić na noc. Rano odcisnąć z soku, skropić octem, zostawić znów na 2-3 godziny. Do gotującej sue zalewy wrzucić pomidory i cebulę. Podgotować kilkanaście minut, do słoików.
Dla pewności zawsze dwukrotnie pasteryzuję.
Mąż ją uwielbia!

środa, 21 października 2015

Ogrodowo znów.

Ostatnie ogródkowe chwile. Maruna mi się strasznie rozsiała, zsadzam ją w jedno miejsce co rocznie a ona i tak wędruje.. Pióropusze szparagowe jeszcze zielenieją, zostawie je do przyszłego roku, by przypadkiem nie obsadzić. Resztki pomarzniętych róż obrywam, kwitły pięknie, zwłaszcza ta stara mchowa japońska i cukrowa.
Planujemy ogromny foliak na warzywa, znacznie przedłuży to nam sezon wegetacyjny i warzyw na pewno będą duże naddatki. Ponad 70 odmian pomidorów, 10 papryki, sałaty niezliczone, 4 bakłażanów. Uwielbiam warzywną różnorodność, niezliczone kolory w koszu przy zbieraniu.. Smaki starych odmian, a uprawiam tylko takie, żadnych hybryd czy efek, wiele lat zbierałam różne, dzieki uprzejmości innych, zakupom, jest niesamowity. Nie ma potrzeby psuć go solą czy cukrem, najpyszniejszy jest sam, prosto z krzaka. I nigdy nie psują się w słoikach, brak sztucznych nawozów, woda z własnej studni i kurpiowskie słońce to daje.
Ahh, rozmarzyłam sie.. A tu jeszcze co najmniej 4 miesiące do wysiewów rozsady;) Do tej pory rosły tylko w gruncie, teraz liczymy na korzyści z dłuższej wegetacji.

niedziela, 18 października 2015

Co z przemarzniętymi jabłkami?

Marmolada oczywiście. Przemarznięcie nadaje jabłkom tak niesamowitych nut smakowych.. Robią się słodsze, intensywniejsze, korzenne trochę.. Nie rozpadają się za bardzo przy gotowaniu,więc wyszły mi ciemnozłote cząstki w złotym sosie.. Przepyszne!
Oczywiście nie każda odmiana się nadaje, ja pracowałam na dziczkach akurat, małych żółtych jabłuszkach, twardych o wyraźnym aromacie.

piątek, 16 października 2015

Niespodziewane truflobranie

 Parę dni temu doczekałam się w końcu talerzowania kartofliska, przez uczynnego sąsiada. Jako, że nie lubię NICZEGO marnować, przeszłam się parę razy tam i z powrotem by uzbierać drobne ziemniaczki do uparzenia dla kur, pozostałe po kopaczce. W pewnym momencie zobaczyłam równy rządek wystających z ziemi trufli..! Oczywiście nie grzybów, tylko tych ciemnofioletowych kartofli, pełnych antyoksydantów i smakujących orzechowo! Ale radość! W sezonie spisałam je na straty, myślałam że to wina koszmarnej suszy, dla sprawdzenia przejechałam krapami parę razy po redlinie, pusto było.. A tu są! Jakim cudem się uchowały- nie wiem. Ale wiem-Pan Bóg sprzyja :) Jest i nasienie na wiosnę i trufle z wody dziś na obiad:)

czwartek, 15 października 2015

Ulubione zajęcia.

Dni na wsi mijają szybko, zwłaszcza teraz gdy dni coraz krótsze. Codzień staram się choć trochę powiększyć ogród przydomowy, walczę z perzem, wyrywam go z żyznej ziemi. Juz widzę oczami wyobraźni nowe sznury ogórków, soczysty szczypior, dorodne pomidory.. Czemu sezon ogrodniczy trwa u nas tak krótko?
W lochu ciągle przybywa zapasów, więcej mięsnych typu mielonki w słoikach. Tyndalizacja to klucz do sukcesu, ale chcę jeszcze wypróbować szybkowar do konserw.  Pan Mąż mówi że starczy, długoterminowych artykułów spożywczych mamy na trzy miesiące bez zakupów.. Ale strzeżonego Pan Bóg strzeże:)
Sortuję też po raz kolejny nasiona, podliczam ile wysiać by starczyło z dużym zapasem. Nie rozumiem ludzi, mających choć skrawek ziemi nie uprawiających niczego.. Wlasna marchew jest tak slodka, a każda odmiana pomidora ma inny smak!

poniedziałek, 12 października 2015

Jak być wolnym?

Czy myślisz czasem o tym co może się zdarzyć..? Czy zwracasz uwagę na to, co jesz, pijesz..? Jak przeżywasz swoje życie? Czy dajesz Bliskim to, co najlepsze?



Wydaje sie, że Świat zmierza w złą stronę. Jedzenie nie jest juz jedzeniem, tylko zlepkiem kalorii, są napoje czysto chemiczne reklamujące sie lepszymi od wody, rytm życia od dawna jest zaburzony, a Młodzi nie znają Starszych. Codzienne, podstawowe czynności zostały zapomniane na rzecz bezsensownych zabiegów. A to wszystko w ciągu jakichś stu lat.. Więc co będzie za kolejnych dziesięć?




Nie jestem głosem na pustyni ani ostatnim sprawiedliwym. Ale chcę być wolną, na swoim, stabilnie, dostatnio i bezpiecznie. I chcę, by coraz więcej ludzi tak żyło.


Spójrz na etykietę, tego co kupujesz. Wybierz wodę, tylko nie z plastikowej butelki. Poszukaj kogoś, kto sprzeda Ci prawdziwą żywność. Uwolnij chociaż swoje ciało od tej masy chemii... Zrób coś, by nawet gdy zamkną Ci sklep, będziesz miała jedzenie. To, ze trochę dłużej postoisz nad garami, że zadbasz o rodzinę, gotując dla nich obiad z prawdziwych skladników , a nie z proszku, nie uczyni z Ciebie niewolnicy. Wszystko w Twoich rękach.

piątek, 9 października 2015

Buraczkowo

Przyszła kolej na przetwarzanie buraków, zebranych z pola przed narastającym mrozem. Wszystkie zrobię z jabłkiem i cebulką,Pan Mąż takie lubi. I składniki znów będą wszystkie moje. . Lubię z papryką, ale ta, przeklęta, nie chce się dulić u mnie. Kupować nie będę, mama z babcią zgodnym głosem twierdziły że z kupnego nie ma przetworów, więc tego się żelaźnie trzymam. Zielone pomidory, poszatkowane, razem z cebulą od wczoraj stoją zasolone-uwielbiam sałatkę z nich! Nic sie nie marnuje a smak jest bezkonkurencyjny, jak dla mnie oczywiście.
Weków z gęsi nie jestem pewna. Stosuję tyndalizację, a mimo to.. Jakieś przeczucie mam, że się rozszczelniły i będą do wyrzucenia. Dla pewności trzymam w lodówce, na najzimniejszym miejscu. Za parę dni, przy próbowaniu, się okaże.
Pokazałabym Wam moją spiżarnie, ale nie mogę ogarnąć wstawianiu tu zdjęć. A jest na co popatrzeć;) Daje mi tak silne poczucie bezpieczeństwa jak to tylko możliwe:)

czwartek, 8 października 2015

Ser jabłkowy

Klęska urodzaju jabłkowego w tym roku zmusza mnie do ciągłej pracy. Jako że pomysłów juz brak, pora odkurzyć stare przepisy. A więc.. dziś ser jabłkowy. Jabłka rozgotowane, bez nasion i skórek, uduszone w soku własnym, do odciśnięcia na trochę, w chusteczce tetrowej zostawione. Kwaśne, można doprawić jak kto tam lubi. Później na dwa dni pod praskę (u mnie to deska kamieniem obciążona). Zobaczymy co mi wyjdzie, babcia robiła, ja jeszcze nie..

poniedziałek, 5 października 2015

Jak przygotować się na zimę na wsi?

Pierwsze przymrozki za nami, przepalanie pod płytą potrzebne juz nie tylko do gotowania, ale i by nie marznąć zanadto. Warzywa z zagonów zebrane, kartofle i buraki pastewne posortowane, zapas zboża jest. Co jeszcze mogę zrobić? Nie ustaję w robieniu przetworów, slodkie, słone, kiszonki, mięsne czy nalewki i wina to podstawa w zimowym żywieniu u nas. Warzywa i owoce są nie tylko drogie, ale i często nieosiągalne zimową porą, a tak wystarczy przejść parę kroków i mamy, słoikowe cuda:) i mimo ze ich koszt jest liczony dosłownie w groszach, jakość może być kosmiczna.
Kury robią sobie przerwę w niesieniu jaj, cóż, taka pora roku. Dbam o to, by opierzone małe kurki się odchowały i przetrwały zimę. Gęsi jeszcze 7 krąży w poszukiwaniu jedzenia, są świetnym, ekonomicznym źródłem mięsa na zimę- pod postacią weków czy mrożonek, na zmianę z innymi rodzajami mięsa starczą nam do odchowania następnych.
Pozbycie sie chwastów z grządek i przygotowanie ich juz teraz ułatwi wczesny siew na wiosnę. Nawożę je też 'spróchniałym' obornikiem, do wiosny bedzie tłusto:) a nasiona i plany czekają, mam tyle odmian i gatunków że bedzie to kolorowe szaleństwo...
Opał, z drzewa ściętego wiosną, pociętego piłą i poszczepanego siekierą zwieziony juz na początku września do szop. Sechł całe lato w wysokich sągach, teraz jest idealny do palenia, śpiewa pod płytą.
Czeka mnie jeszcze ustawianie chochołów w sadzie, ale musi się jeszcze ochłodzić.
Proste, codzienne czynnością, których uczyłam sie od matki, babki i prababki, nadają mojemu zyciu sens. ♡

czwartek, 1 października 2015

I po ptakach

Pierwsze przymrozki za nami. Takie, że zważyło i dalie i pomidorowe krzaki (dobrze że te w wiadrach do domu przeniosłam, do późnej jesieni mi poslużą a może i do wiosny wytrzymają?). Największe zerwane pomidory zawijam w papier, układam w kartoniku i niosę do lochu, powoli tam dojdą. Z mniejszych zrobię sałatkę, z cebulką. W tym roku szalotka mi obrodziła. Topinamburu jeszcze nie wykopałam. Chyba większość i tak zostawię w ziemi, niech się mnoży.
Dalej przetwarzam. Loch już prawie pełen, a ja nie mogę spocząć. A jak <coś>? WARTO BYĆ PRZYGOTOWANYM. Nawet na małe końce świata.
Zagony trzeba do reszty uprzątnąć. Krzaczyska pomidorowe, łęty kartoflane(miałam kolorowe też w tym roku, a co:), suszki po warzywne wszelkiego rodzaju-wszystko nie, nie na kompost-drobiowi za zagrodę. Lubią sobie podziubać. Plany na przyszły warzywnik porobić. To podstawa, moje ulubione zajęcie. Zebrane nasiona posegregować, starsze do siewu wiosennego przeznaczyć, tegoroczne na zaś.
 

wtorek, 29 września 2015

Kanie

Dalsze grzybno-polne żywienie. Z rannego grzybobrania borowiczki idą do suszenia. Kanie na kotlety, do kartofli na obiad, z sałatką słoikową, małorosyjską tym razem, miesiąc temu popełnioną. Ale wcześniej, na śniadanie zacierki na mleku i jajeczniczka, z pieczarkami z pola, z pomidorkiem spod okna. Na przegryzienie w międzyczasie naleśniczki z jabłkami, też pełno ich w tym roku (z powodu tej obfitości, zapas słoików na dwa lata robię, wróży mi to że w przyszłym roku owoców nie będzie). A, i kawałki mięsa w szynkowar z przyprawami wrzucone, po 3 godzinach z ogonkiem doszły. I na kanapki jest co. Krokieciki grzybne jeszcze w planie, ale to chyba juz jutro, dziś na polu z pracą trzeba się wysilić. I gęś pod toporek jutro pójdzie.

poniedziałek, 28 września 2015

Najprostszy i za darmo-obiad.

Przy świtaniu godzinka na grzybach. Pełno ich w tym roku, zazwyczaj co dwa lata tak się nam wysypują..
Obieranie borowików to chwila. Druga chwila pokrojenie ich w kawałki. Do gara, duszą się już znacznie dłużej. Trochę soli, pieprzu, listka laurowego. Kwaśna śmietana, zebrana z mleka. Chwila w lochu po kartofle, słabo w tym roku obrodziły. Ale są.. Nie rozgotowują się, nie czernieją, odmiana powojenna, rok w rok sadzona, bez pokus kupienia kwalifikowanych czy udoskonalonych-bo smak ma idealny. Trochę słoninki wytopionej dla okrasy. I gotowe:)
Zero kosztów-prócz kosztu szczypty soli, szczypty pieprzu, dwóch listków.. i pracy.

sobota, 26 września 2015

Marmolada z antonówek

Najprostszy sposób na nadmiar jabłek.
Dowolną ich ilość kroję na ćwiartki, usuwam gniazda nasienne. Wrzucam do gara, zasypuję cukrem na oko, polewam odrobiną wody i smażę. Zdejmuje z ognia i zostawiam do następnego dnia, to powtarzam czy proces. Trzeciego wrzucam do słoików i pasteryzuję.
Bursztynowa masa długo w lochu nie postoi, znika tym szybciej im zimniej na dworze.


Pamiętam jeszcze, jak babcia pieczołowicie zbierała je do koszy. Każde jabłko oglądała dokładnie, czy aby skaz nie ma. Najładniejsze układała luźno w drewnianych skrzynkach. Dostawaliśmy je na Boże Narodzenie. Aromat był tak intensywny, a smak zawsze zaskoczeniem, wcześniejsza kwaśność łagodniała, przechodziła w słodycz.. Ale babcia potrafiła wszystko. Jej pomidory dotąd mam w głowie. Siała w maju do gruntu, zbierała we wrześniu..i były!

piątek, 25 września 2015

Śliwkowo

Ciemne, dojrzałe węgierki. Pachnące, miękkie, bardzo słodkie. Kamień ze środka łatwo odchodzi, szybko idzie praca. Pełen gar, bez cukru i na płytę. Palę pod nią na razie sosną, ogień łatwy, szybki, w sam raz do gotowania. Ciężka, pomarańczowa olcha czeka na zimę na mrozy.
Reszta mirabelek z ostatniego drzewka. W słój i pod spirytus. Postoi w lochu do przedwiośnia, jej aromat zawsze kojarzył mi się ze starymi perfumami.
W garze trzeba mieszać, łatwo przywiera. Przy okazji przygrzeję wczorajszą  gęsinę w kiszonej kapuście. Z gorącymi ziemniakami z wody-poezja!
No, ale zagony same się nie zrobią. Jeszcze kopanie i dołowanie truskawek, do dosady wiosną. Gęsi chodzą samopas, objadają się resztkami świeżej trawy, nawożąc ją przy tym niemiłosiernie.
Jest już tak jesiennie, zerwać ostatnie zielone pomidory...?